Trening czy po prostu bycie ze sobą?

 



Od początku roku staramy się wychodzić na spacery. Najlepsze są te dwudziestokilomwtrowe. Trenujemy bo mamy w tym roku ambitny cel. Chcemy móc wejść odrobine wyżej żeby zobaczyć piękno natury. 

W wędrowaniu piekna jest sama forma aktywności, to co można dostrzec, być z dala od zgiełku. Spędzić czas ze sobą i po prostu być.

Nam do szczęścia przy wędrowaniu potrzeba niewiele. Zacznę od tego że my sami, wygodne buty i w plecaku coś na ugaszenie pragnienia i czekolada na regenerację. 

Nie mamy problemu z pogodą. Pogoda na spacer jest zawsze. Trzeba przywdziać odpowiednią odzież i czy zimno czy gorąco można iść. 


Odkrywamy okolicę.

Mieszkam w swojej wsi od trzech lat a od roku z Sebastianem i wciąż mnie zaskakuje jej okoliczne piękno. Dzięki Sebastianowi odkrywam nowe ścieżki i miejsca. Za każdym razem zakochuje się na nowo w najbliższej okolicy.  

Czasem są to krótsze czasem dłuższe wędrówki. Zmieniające się pory roku powodują że miejsca które zimą wydawaly się bezkresne dzisiaj zaskakuja paletą barw. Kiedyś spotkane zwierzęta dzisiaj są połączone w pary i opiekują się swoim potomstwem. 


Zima




Którejś niedzieli przy minus 12 stopni Celsjusza postanowiliśmy zwiedzić okolicę i przy okazji zacząć trening. 

Wiem, że  w mediach społecznościowych wychwalam Rogaliński Park krajobrazowy ale ja za każdym razem zakochuje się w nim na nowo. Miejsca, które już znam zachwycają ponownie a nowe urzekją swoją wyjątkowością. Dla mnie, dla nas to nie tylko koryto rzeki, łąki i drzewa. To przyroda, to życie i zmieniajacy sie ekosystem.

Dlatego mimo trzaskającego mrozu szliśmy i szukaliśmy nowych szlaków. Podczas jednej z zimowych wędrówek widzieliśmy radość. Czym była? Kuligiem, ogniskiem, spotkaniem znajomych i przyjaciół. Poszliśmy na poszukiwanie młyna. Droga była pokryta śniegiem, nosy mieliśmy czerwone od mrozu a kiedy doszliśmy do drewnianej bramy wiedzieliśmy że jedyne co zobaczymy to jego ruiny. Ale i tak było warto...


Przedwiośnie.


Chcieliśmy zobaczyć jak wyglądają nasze ścieżki,które zwiedzaliśmy zimą. I?  Otoczenie się zmieniło. A miejscu gdzie był śnieg pojawiły się odcienie zieleni. Tam gdzie widzieliśmy ognisko dla uczestników kuligu był tylko okrąg otoczony kamieniami. Ale my ćwiczyliśmy. Cel powoli stawał się realny. Chcieliśmy być w formie. I cieszyliśmy się sobą poza zasięgiem internetu i rozpraszaczy z zewnątrz.

Wiosna? 
No tak. Z tą tegoroczną wiosną jest trochę jak z rozkapryszoną dziewczynką. Niby jest ale taka troche nie w sosie. Niby kalendarz wskazuje, że  niedługo lato a tu wiosna siedzi naburmuszona. 
Wiosny szukaliśmy. Chodziliśmy dla siebie, szukając chwil poza zgiełkiem i pospiechem. Tak spacer za spacerem. Kilka niedziel temu okazało się, że wiosna miała kolejny kaprys. Tym razem, żeby było ciepło. Ten kaprys spowodował, że zaliczyliśmy pierwszą w tym roku opaleniznę. Bo którz mógł sie spodziewać wiosny w maju. 🤣


I tak krok za krokiem i dzień za dniem, skreślając kolejne daty w kalendarzu zbilżamy się do naszej przygody w Tatrach...




My spełniamy marzenia. Ja czuję się szczęśliwa i w pełni zachęcam do spełniania marzeń tych dużych i tych trochę mniejszych. 

Komentarze