Świece sojowe proces tworzenia.



Proces tworzenia świecy rozpoczyna się w sercu i jest dla serca. To kiedy zaczynam szukać odpowiedniego pojemnika, kiedy dobieram zapachy pochodzi właśnie z mojego wnętrza. To powoduje, że każda jest jedyna i niepowtarzalna. Są wykonywane ręcznie przez to nie ma drugiej identycznej. Nawet jeśli są podobne, o tym samym zapachu to i tak są różne. 
Wosk sojowy na stałe zamieszkał w moim domu na stałe. Te kremowe drobinki pochodzące z łusek soi są jednym z  moich sposobów na bycie tu i teraz. 

Szłam główną ulicą miasteczka i moją uwagę przykuł pusty lokal. Znajduje się on dokładnie naprzeciwko ratusza. Przez chwilę zastanawiałam się co tam było wcześniej. Przypomniało mi się. Sprzedawano w nim warzywa od pobliskich rolników. Stwierdziłam, że szkoda bo to było dobre miejsce. I uświadomiłam sobie, że miło byłoby mieć w nim swój sklepik z ziołami i może moimi świecami. Uśmiechnęłam się do siebie bo tego dnia rano podczas wyzwania prowadzonego przez Magdę został poruszony temat prawdziwych marzeń i chwilowych chciejstw. Chwilowe czy nie sprawiło mi przyjemność dopuścić do siebie jedno z marzeń z mojego pięknego pokoju. Kiedy minęłam to miejsce wiedziałam, że następne kroki skieruje do sklepu, w którym na pewno znajdę ciekawe naczynie do kolejnej świecy. Dokładnie tak było. Na półce ze szklanymi pojemnika stały dwa cudowne czarne pojemniki. Wiedziałam, że każda świeca będzie wyglądała w nich zjawiskowo. To był kolejny powód, dla którego miało powstać coś mojego. Bo każda świeca składa się oczywiście z wosku, knota, czasem olejku ale i z odrobiny mnie. W każdą wkładam kawałek swojego serca. Bo ona ma dać nie tylko światło, zapach ale ma być czymś wyjątkowym. Dzięki temu każdy początek dnia, każdy wieczór jest jedyny w swoim rodzaju. 





Wczoraj robiłam świece i nagle mnie olśniło. Kiedy inni mnie pytają czy trudno jest wykonać świecę odpowiadam, że nie. Wtedy patrzą na mnie, a w ich wzroku widzę, że nie bardzo mi wierzą. 
Pierwsza partia wosku była już w naczyniu ale to nic. Stwierdziłam, że do odważnych świat należy. Chwyciłam telefon, ustawiłam nagrywanie. Nagrałam swój pierwszy w życiu filmik. Chciałam w ten sposób pokazać, że to proste. Może trochę rozwiać wątpliwości ale i też wskazać, że nie trzeba do tego super mocy. Tak bardzo chciałam pokazać, że każdy może zrobić świecę, że nie zastanawiałam się nad tym, że może nie powinnam tego robić. Mało tego, nie wyłączyłam wieży i w tle nagrał się  dźwięk słuchowiska, które akurat słuchałam. 

Chcąc przekazać wiedzę nie widziałam powodów, dla których miałam tego nie robić. No cóż nagrałam film. Byłam w lekkim biegu bo jechałam na spotkanie z moim podopiecznym. Bardzo nie chciałam się spóźnić. Stwierdziłam, że przynajmniej jest czas żeby ktoś obejrzał filmik przede mną.  Sama zrobiłam to dużo później. Czyli w tym momencie do głosu doszły lęk przed oceną i odrobina wstydu. Bo, pewnie jak wielu, i ja nie lubię swojego głosu. Wydaje mi się okropny i czasem kiedy go słyszę np w słuchawce telefonu krzywię się straszliwie. Mój główny cenzor, która nie ma skrupułów, dostała filmik do obejrzenia nim trafił do sieci. Nie wiedziałam co myśli dopóki nie wróciłam do domu. Dostałam odpowiedź, że się nadaje. Tym sposobem na moim koncie na Instagramie i na stronie na Facebooku pojawił się krótki filmik instruktażowy. Oczywiście nie wyjaśnia on w całości jak zrobić taką świecę bo nie ma na nim procesu tworzenia od początku. Ale każdy kto chciałby zrobić świece może spokojnie wykonać takie cudo na podstawie tego nagrania. Pomyślałam, że może  wstawię kilka krótkich filmików pokazując np jak wykonać knot ze sznurka bawełnianego. Tak więc w niedługim czasie pojawia się takie filmiki. 
(Wczorajszy filmik dołączę na końcu tego wpisu.)

Nie myślałam, że film może być źle odebrany bo nagrałam go z myślą żeby przekazać swoją wiedzę. I cieszę się, że nie myślałam o zagrożeniach przed włączeniem "rec". Dzięki temu poczułam ogromną radość z możliwości dzielenia się. Dodało mi sił i mocy. A w moim dzienniku pojawił się u dołu strony  kolejny podpis "to był dobry dzień".  Na jej szycie pojawił się opis małego szczęścia. Było nim tworzenie świecy i nagrany filmik. 

                                        







Komentarze