Czas - nauka na nowo...



Czas jest pojęciem mocno względnym. Czasem wydaje się, że chwile pędzą innym razem jakby stanęły w miejscu. W moim odczuciu dni mijają jakby były chwilą.  Może dlatego, że działo  się i nadal dzieje bardzo wiele. Mam wrażenie, że w tym roku jest bardziej intensywnie. A może po prostu pochłaniają mnie zupełnie inne sprawy. 


Był taki moment kiedy ktoś drugi organizował moj dzień, później nie wiedziałam co mam zrobić z czasem. Uczyłam się i odkrywałam co sprawia mi przyjemność, czemu chcę się poświęcić. To był proces, w którym mocno walczyłam ze swoimi przekonaniami. Wydawało mi się, że cokolwiek robię jest zwyczajnie głupie. Jakbym rzucała się w oczy bo np szłam na spacer sama. Okazało się, że dzięki temu zaczełam więcej dostrzegać. Bardziej precyzować co jest dla mnie a co nie. Oczywiście z przekonaniami zmagam się do dzisiaj. Wciąż jest wiele zakorzenionych wzorców pod hasłem "nie powinam". Różnica polega na tym, że potrafie
 dostrzegać te zachowania. 
Nagle z zamkniętej w kącie dziewczynki zaczęłam być sobą. Kiedy przestałam sie skupiać na tym, że jestem nieszczęśliwa w moim życiu zaczeło pojawiać się coraz więcej lepszych chwil. Dostrzegając jeden uśmiech, jeden promień słońca dałam szanse na to żeby po prostu być szczęśliwą. 

Siedziałam w zamkniętym salonie i płakałam do poduszki. Okazuje się,że to były potrzebne łzy.  Oczyszczenie i siła. Z tym mi się obecnie kojarzą.  Kiedy to działo się w zaciszu domowym w pracy szalałam. Dawałam z siebie maksymalnie wiele.  To skutkuje tym, że dzisiaj wciaz słyszę, że za bardzo żyję pracą.  Bo ona na mnie wpływa.  A ja tak bardzo staram się nie mówić o tym co w pracy. Czasem pozwalam sobie na kilka zdań więcej. I właśnie wtedy okazuje się, że mówię  o pracy za dużo.  To trochę tak, że im bardziej się staram tym częściej mi to nie wychodzi. A przecież wciąż mam pasje. Ostatnio mam na nie trochę mniej czasu. Ale to chyba przez to, że przeorganizowuje swoje życie. Zresztą ten rok jest bardzo specyficzny i dynamiczny. 

Kiedy zaczęły się zmiany starałam się żeby wszyscy w koło byli zadowoleni. I byłam potwornie zmeczona. Bo w tym wszystkim zapominałam o własnym odpoczynku. Byłam tak samo aktywna. Joga przestała sprawiać mi przyjemność. Zaczęłam  ją traktować jak obowiązek, spałam bardzo krótko. Chciałam zachować wszystko jak wcześniej ale nie dałam rady. Kiedy zrozumiałam, że to co robię mi nie służy zaczęłam odpuszczać. Zaczęłam sie zaprzyjaźniać z nową sytuacją.  Pozwalać żeby  nowe priorytety mogły swobodnie się zadomowić.  Bo spędzenie czasu z człowiekiem, którego kocham jest tym co chcę żeby zadomowiło się na stałe. 

Okazało się, że muszę na nowo uczyć się odpoczynku. Na nowo dostrzegać to co wydawało mi się, że już robię.  Coraz częściej pojawiły się momenty przemęczenia.  Bo wpędziłam siebie w błędne koło zadowolenia innych.  I tak od kilku tygodni na nowo szukam czasu, w ktorym nie będę zapominałam o drobiazgach dla siebie. 

Kilka lat temu zaczełam dbać i 10 minut dla siebie.  Dzisiaj powtórnie do tego wrociłam. 






Komentarze