Jeszcze kilka tygodni temu ten widok zachwycał, dzisiaj móc swobodnie wyjść na spacer i spojrzeć w niebo jest marzeniem...
Mam wrażenie, że żyje w dwóch różnych światach. Jednym jest świat zewnętrzny kiedy jadę do pracy i spotykam ludzi.
Drugi to ten w zaciszu domowym.
W tym pierwszym uważam na wszystko. Podejmuje działania, decyzje i analizy.
Tam sporo się dzieje. Trzeba zapewnić bezpieczeństwo. To stało się celem nadrzędnym. Wszelkie działania są analizowane. Brane pod uwagę różne scenariusze. Wciąż poszukiwane są rozwiązania. Okazuje się że czas na rozwiązania bardzo restrykcyjne. Następuje podział. Zespół A i zespół B. Każdy musi przestrzegać zasad. Tu znowu przewidywanie nowych scenariuszy, zachowań i błędów jakie mogą się pojawić...
Głowa pęka.
A do tego ciągły napływ informacji. Gdzie nie spojrzeć komunikaty, informacje.
Mózg paruje.
Nie to nie koniec. Bo trzeba odpowiadać na pytania. Rozwiewać wątpliwości. Uśmiechać się i nie okazywać strachu.
Umysł szaleje.
Panika jest nie wskazana. Ona zabija bardziej. Umysł nie odpoczywa.
Przydałoby się wyrzucić to z siebie. Rozmowa pomoże. To myśl ratująca umysł przed szaleństwem. Najpierw jedna, druga i kolejna. Każdy ma złoty środek. Nikt nie słucha. Po co. Rozwiązanie? Nie idź do pracy. No ok. Tylko gdzie odpowiedzialność za zespół? Gdzie odpowiedzialność za ludzi, którzy pozostają? W tym świecie lepiej nie mówić. To powoduje więcej problemów. Choroba dostaje pożywienie. Jest nim strach.
Tylko jak zamknąć smutek kiedy należy pożegnać się z częścią zespołu na czas nieokreślony? W głowie pojawia się obraz. Umysł sięga do zdjęcia obrazującego zakończenie drugiej wojny światowej. To zdjęcie chłopaka, żołnierza, który całuję dziewczynę bo wszyscy świętują zakończenie wojny. To myśl, która przychodzi do głowy. Jak już będzie można uściskać ludzi...
Świat drugi.
Po wejściu do domu pełna dezynfekcja, pranie i kąpiel.
Pojawia się poczucie bezpieczeństwa. Tu jest spokojnie. No chyba, że Freya znowu prowadzi krucjatę przeciw skrzydłokwiatu.
Na tarasie i w ogródku mogę cieszyć się słońcem i świeżym powietrzem. Sądzę rośliny. Słucham śpiewu ptaków.
Zorganizowałam sobie przestrzeń do praktyki jogi i uważności. Mata, świece i rośliny. Pokoj stał się miejscem wyciszenia. Tam mogę nabrać sił, poszukać równowagi.
Okazuje się, że nikt nie zostaje sam nawet jak fizycznie tak jest. Można być online. Można brać udział w wydarzeniach. Byłam w operze i teatrze. Biorę udział w wyzwaniu powitania słońca. Praktykuje uważność. A jutro, czyli 5 kwietnia, wstanę wcześnie po to żeby być z innymi we wspólnej medytacji. Okazuje się, że dbałość o zmęczone serce, zmęczona duszę i przeciążony umysł jest bardziej istotna niż wcześniej mi się wydawało.
Dwa różne światy. Jeden to niczym scenariusz z filmu "Epidemia strachu". Drugi pozwalający oddychać, dający ukojenie.
Wolę ten drugi. Dlatego szukam sposobów na spokój. Opanowanie skołatanych myśli.
Dbałość o szczegóły, o higienę. Odległość. Ograniczenie kontaktów, wyjść z domu. To nasze zadanie. Wierzę że za jakiś czas będzie można bezpiecznie przytulić drugą osobę. Maseczka nie jest obcichem bo chronimy innych przed nami. Wierzę że któregoś dnia zobaczymy swoje uśmiechy. Buziak w policzek nie będzie zabroniony. Nie zapominajmy o życzliwości. Można pomachać do siebie. Można kupić posiłek na wynos z ulubionej restauracji. Można zamówić nową książkę od pisarza, który nie wystawia się w znanych i sieciowych księgarniach. Można nabyć od gospodarza,ktory do tej pory handlował na tagowisku, żywność. Można bezpiecznie zamówić i opłacić online. Można zapłacić kartą i nie krzyczeć na pracownika kas, że mamy prawo płacić gotówką. Można sobie pomóc poprzez życzliwość. Każde dostosowanie się do zaleceń zbliża nas do spaceru bulwarem, głośnego śmiechu na placu zabaw, spotkania z bliskimi i przyjaciółmi, wypadu nad morze i w góry. Trzymania się za ręce i pocałunków.
Wierzę, że to przetrwamy. Mimo, że czasem brakuje mi siły na uśmiech, mózg paruje a umysł szaleje.
💞
Mam wrażenie, że żyje w dwóch różnych światach. Jednym jest świat zewnętrzny kiedy jadę do pracy i spotykam ludzi.
Drugi to ten w zaciszu domowym.
W tym pierwszym uważam na wszystko. Podejmuje działania, decyzje i analizy.
Tam sporo się dzieje. Trzeba zapewnić bezpieczeństwo. To stało się celem nadrzędnym. Wszelkie działania są analizowane. Brane pod uwagę różne scenariusze. Wciąż poszukiwane są rozwiązania. Okazuje się że czas na rozwiązania bardzo restrykcyjne. Następuje podział. Zespół A i zespół B. Każdy musi przestrzegać zasad. Tu znowu przewidywanie nowych scenariuszy, zachowań i błędów jakie mogą się pojawić...
Głowa pęka.
A do tego ciągły napływ informacji. Gdzie nie spojrzeć komunikaty, informacje.
Mózg paruje.
Nie to nie koniec. Bo trzeba odpowiadać na pytania. Rozwiewać wątpliwości. Uśmiechać się i nie okazywać strachu.
Umysł szaleje.
Panika jest nie wskazana. Ona zabija bardziej. Umysł nie odpoczywa.
Przydałoby się wyrzucić to z siebie. Rozmowa pomoże. To myśl ratująca umysł przed szaleństwem. Najpierw jedna, druga i kolejna. Każdy ma złoty środek. Nikt nie słucha. Po co. Rozwiązanie? Nie idź do pracy. No ok. Tylko gdzie odpowiedzialność za zespół? Gdzie odpowiedzialność za ludzi, którzy pozostają? W tym świecie lepiej nie mówić. To powoduje więcej problemów. Choroba dostaje pożywienie. Jest nim strach.
Tylko jak zamknąć smutek kiedy należy pożegnać się z częścią zespołu na czas nieokreślony? W głowie pojawia się obraz. Umysł sięga do zdjęcia obrazującego zakończenie drugiej wojny światowej. To zdjęcie chłopaka, żołnierza, który całuję dziewczynę bo wszyscy świętują zakończenie wojny. To myśl, która przychodzi do głowy. Jak już będzie można uściskać ludzi...
Świat drugi.
Po wejściu do domu pełna dezynfekcja, pranie i kąpiel.
Pojawia się poczucie bezpieczeństwa. Tu jest spokojnie. No chyba, że Freya znowu prowadzi krucjatę przeciw skrzydłokwiatu.
Na tarasie i w ogródku mogę cieszyć się słońcem i świeżym powietrzem. Sądzę rośliny. Słucham śpiewu ptaków.
Zorganizowałam sobie przestrzeń do praktyki jogi i uważności. Mata, świece i rośliny. Pokoj stał się miejscem wyciszenia. Tam mogę nabrać sił, poszukać równowagi.
Okazuje się, że nikt nie zostaje sam nawet jak fizycznie tak jest. Można być online. Można brać udział w wydarzeniach. Byłam w operze i teatrze. Biorę udział w wyzwaniu powitania słońca. Praktykuje uważność. A jutro, czyli 5 kwietnia, wstanę wcześnie po to żeby być z innymi we wspólnej medytacji. Okazuje się, że dbałość o zmęczone serce, zmęczona duszę i przeciążony umysł jest bardziej istotna niż wcześniej mi się wydawało.
Dwa różne światy. Jeden to niczym scenariusz z filmu "Epidemia strachu". Drugi pozwalający oddychać, dający ukojenie.
Wolę ten drugi. Dlatego szukam sposobów na spokój. Opanowanie skołatanych myśli.
Dbałość o szczegóły, o higienę. Odległość. Ograniczenie kontaktów, wyjść z domu. To nasze zadanie. Wierzę że za jakiś czas będzie można bezpiecznie przytulić drugą osobę. Maseczka nie jest obcichem bo chronimy innych przed nami. Wierzę że któregoś dnia zobaczymy swoje uśmiechy. Buziak w policzek nie będzie zabroniony. Nie zapominajmy o życzliwości. Można pomachać do siebie. Można kupić posiłek na wynos z ulubionej restauracji. Można zamówić nową książkę od pisarza, który nie wystawia się w znanych i sieciowych księgarniach. Można nabyć od gospodarza,ktory do tej pory handlował na tagowisku, żywność. Można bezpiecznie zamówić i opłacić online. Można zapłacić kartą i nie krzyczeć na pracownika kas, że mamy prawo płacić gotówką. Można sobie pomóc poprzez życzliwość. Każde dostosowanie się do zaleceń zbliża nas do spaceru bulwarem, głośnego śmiechu na placu zabaw, spotkania z bliskimi i przyjaciółmi, wypadu nad morze i w góry. Trzymania się za ręce i pocałunków.
Wierzę, że to przetrwamy. Mimo, że czasem brakuje mi siły na uśmiech, mózg paruje a umysł szaleje.
💞




Też będę brała udział w tej medytacji. Natomiast co do końca wojny - owszem ludzie się cieszyli i mieli z czego, ale okres powojenny nie należał do wspaniałych...Nie ma co gdybać trzeba wierzyć i ufać. Teraz, aby wejść do sklepu trzeba odczekać swoje - ostatnio stałam równo godzinę. Ale....pan strażnik z uśmiechem zaprasza cię do środka, jest spokojnie i to co usłyszałam od pani kasjerki dało mi do myślenia "może W końcu zaczną nas ludzie szanować ", na koniec życzymy sobie zdrowia i wszystkiego dobrego. Nikt nie najeżdża ci wózkiem na stopy....
OdpowiedzUsuńTak, część z nas czeka, nie krzyczy i widzi innych. Też stałam żeby móc wejść do sklepu czy na pocztę po odbiór listu. Pewnie jakiś czas tak będzie. Czekam na spontaniczność, tęsknię za uściskiem. Stąd nawiązanie do tego zdjęcia😉
Usuń