Zapominając o odpoczynku...

Kiedy wciąż za czymś gonię, kiedy mam za dużo na głowie muszę się zatrzymać. Ostatnie tygodnie były jak bieg przełajowy, w błocie po kolana, w strugach deszczu i z groźba pożarcia przez dzikie zwierzę.
Uff można na chwilę odsapnąć.  Właśnie wtedy odkryłam jak bolą mnie wszystkie mięśnie, jak jestem rozdrażniona. Bolało wszystko. Nie wiedziałam czy stać, czy leżeć, może siedzieć. Na łóżku, na kanapie czy na podłodze. Zgroza. Tylko dlatego, że goniłam termin. Mimo, że z dbałością o to żeby nie przeć do perfekcji to jednak chciałam żeby dotrzymać terminu.
Termin i zadanie wykonane. Wynik 99,8%. Zespół się spisał. Tylko jak okiem sięgnąć wszyscy są zmęczeni. Niby wynik cieszy ale skąd mieć siły na świętowanie? Tu chwila na zastanowienie. I po co to? Na koniec i tak nikt nie będzie pamiętał wyniku na starcie. Każdy zwróci uwagę na ten podsumowujący rok. Wysiłek ogromny. A teraz czas na chwilę oddechu. No tak tylko jak? I tu zbawinie. Basia i jej metoda z uziemieniem. Genialne uczucie. Myślę, że sąsiedzi patrzyli na mnie z lekim zatanowieniem. Nie dość, że robię syropy, świece, zbieram jakieś cuda w lesie to jeszcze chodzę w szlafroku i piżamie, boso po ogródku. Wariatka jak nic. Ale ta wariatka potrzebowała poczuć, że jest w miejscu, w którym być powinna. To straszne nie mieć czasu na chwilę na powietrzu. Kiedy zmęczenie jest tak ogromne, że spać nie można. Albo kiedy zasypia się w każdym możliwym momencie.
Uziemieniem było jednym z wielu kroków.
Jak już udało mię się odzyskać odrobinę sił to spacer na łonie natury. I odkrywanie wiosny.
Przez bieg i realizację celów w pracy nie zauważyłam jak zmieniła się przyroda. Co działo się pod moim własnym nosem.
Nie wiem czy można opisać czym jest dla zbolałego organizmu kilka chwil na ławce w promieniach słońca.
Ale ja odzyskiwałam siły. Potrafilam dostrzegać kolory. To było jak wyjście z ciemnego pokoju. I tak od kilku dni dochodzę do siebie.
Potrzeba przebywania na łonie natury jest tak wielka, że teraz szukam na to sposobności.

Rozkoszą był spacer i pobyt na Wyspie Edwarda. Niby tylko 3000 m a poczucie bycia na swoim miejscu nie do opisania. Jest tam tyle drzew przy których można usiąść z książką, termosem z herbata czy kawą i czytać. Wokół jezioro pełne ptaków. Cisza i spokój płynące od jeziora. Byłam tak zachwycona wyspą, że zrobiłam ledwo jedno zdjęcie. Nie chciałam tracić cennego czasu na fotografowanie scenerii. Chciałam czuć, chłonąć i wiem, że nie raz tam wrócę. To spowodowało, że już dzisiaj czekam na kolejny wolny dzień żeby pobyć na łonie natury.


Niby wiem, że należy odpoczywać a czasem tak ciężko to robić. Przecież jestem świadoma a nadal popełniam te same błędy...

Komentarze