Idąc ścieżką do siebie.

Podążając za tym co dla mnie dobre i wymieniając to co mi nie służy mogę przyrównać to do ścieżki, drogi, która czasem jest wygodna, szeroka, gładka, innym razem kręta, wąska, wyboista.
Od pierwszego dnia lutego wprowadzam drobne zmiany do swojego życia. Co jakiś czas robiąc porządki można odnaleźć czas na to co faktycznie ważne. Czasem warto zweryfikować nawyki.

Czasem wystarczy zabrać siebie na spacer. Posłuchać tego co w sercu. Zrewidować z rzeczywistością i zacząć układać. Proces, który trwa i myślę, że teraz, kiedy jestem świadoma jego istnienia to będzie mi towarzyszył przez resztę życia.

Zapytana o to dokąd doszłabym ścieżką gdyby miała prowadzić do realizacji moich marzeń odpowiedziałam, że do miejsca, w którym mogłabym tworzyć swoje świece, syropy i oferować je innym. W mojej wyobraźni byłoby to miejsce pełne ziół, wosku sojowego, na półkach byłby szklane butelki pełne syropów. Drewniane meble, ogromny stół, przy którym mogłabym pracować. Każdy byłby traktowany indywidualnie. Namiastką tego są moje świece. Kiedy je tworzę wkładam w nie swoje serce, robię napełniona dobrymi myślami. To cieszy kiedy kolejne świece znajdują swoje nowe miejsce. Cieszą nie tylko mnie. Tak, moja ścieżka prowadziłaby do mojego miejsca. Teraz stawiam małe kroki, może za jakiś czas będę mogła powiedzieć, że były to pierwsze kroki do życia w swoim stylu.

To co faktycznie lubię, co sprawia mi przyjemność, daje satysfakcję było głęboko schowane. Okazuje się, że i ja musiałam określić prawie wszystko od tego jakie jajka lubię jeść żeby wiedzieć coś więcej o sobie. Często przejmujemy zachowania innych, upodabniamy się, wybieramy to co reszta żeby nie odstawać od grupy. Chcemy przynależeć. Oczywiście, że i ja mam taką potrzebę. Na całe szczęście coraz częściej pytam siebie o to czy faktycznie to zgodne z moim sercem. Może niekoniecznie jest to zgodne z głosem ogółu, może okazuje się, że odstaje ale zyskuje wiedzę o samej sobie.
Dlatego mimo, że czasem jestem uznawana za dziwną to robię świece.

Mimo, że większość uznaje tylko leczenie antybiotykiem ja zainwestowałam w wiedzę o tym jak można pomoc sobie naturalnymi metodami.

Mimo, że mam mały ogródek już rosną rozsady warzyw na najbliższy sezon. Cieszy mnie widok wschodzących pomidorów, papryki czy mango.  Wykorzystuje opakowania, które wielu z nas wyrzuca. Przyglądam się temu co mam wyrzucić bo może będę potrafiła tchnąć w to nowe życie. I dzięki temu nie kupuje kolejnych doniczek do rozsad bo mogę wykorzystać pojemniki, które już raz były do czegoś wykorzystane.

Dzisiaj chciałam zabrać się za zbudowanie mojej przestrzeni szczęścia  jednak powstrzymał mnie silny wiatr. Co oznacza, że przy najbliższej okazji zabiorę się za zabudowę. Wczoraj kiedy mogłam dotknąć ziemi poczułam, że jestem w miejscu, w którym chce być. Mokra ziemia na dłoniach była tym za czym tęskniłam. Niby niewiele a tak bardzo potrzebne do utrzymania siebie w równowadze.
Znowu to odstaje od przyjętego programu świata.

Na mojej mapie marzeń widnieje napis "podążaj ścieżką do samej siebie" i bardzo się cieszę, że porządkuje swoje życie. Nagle to co było nie do końca jasne nie ma już niedopowiedzeń. Moja intuicja znowu dochodzi do głosu. Słucham reakcji swojego ciała i okazuje się, że odwyk kawowy nie jest aż taki trudny. Bo mam za sobą 10 dni kiedy nie potrzebowałam trzeciej kawy.

Jestem przekonana, że przede mną wiele cudownych zrealizowanych marzeń💞



Komentarze