Marzenia.



Spoglądam w kalendarz i to co zauważam to 7 stycznia i podpis "Dzień Nowego Początku". Ciekawe, że jest to zbieżne z moim końcem świętowania i wchodzenia w kolejne wyzwania i nabierania rozpędu na kolejne tygodnie.

Moje świętowanie trwało nieco dłużej. Jest tak co roku. Wszystko jest związane z moimi urodzinami. Chcę mieć czas na lekkie slow motion, na odrobinę usprawiedliwionego lenistwa. Na nabranie dystansu i czas na zaplanowanie kolejnych tygodni.
Tym razem świętowałam z najbliższymi.  Był tort, świeczki i nawet balony. Młody Człowiek, który spędzał ze mną ostatnich siedem dni, uparł się na świeczki. Bo co to za tort urodzinowy bez świeczek 😂. I to było miłe. Miałam do zdmuchniecia świeczkę i zostało odśpiewane sto lat. To był bardzo miły dzień. Dostałam telefon, którego się nie spodziewałam, bardzo przyjemnie było odpowiadać na życzenia. Bo mimo, że metryka mówi swoje to ja czuję się zupełnie inaczej. W końcu punkt widzenia zależy od punktu spojrzenia.
W tym świętowaniu było wiele śmiechu i radości. Było namacalne szczęście. Piękny i cudowny czas. Jestem wdzięczna, że nabierałam sił w taki sposób.

Trochę planów pojawiło się w mojej głowie i chciałabym je zrealizować w ciągu najbliższych tygodni. W tym roku nie robię listy na cały rok. Mam za to marzenia do spełnienia.

Jednym z nich jest wyjazd do Włoch na choć kilka dni. Tak mi się marzą, że czasem czuję zapach świeżych ziół. Zaczęłam szukać odpowiedniego miejsca. Sprawdzać wolne terminy i to czy będę w stanie akurat w takim czasie mieć wolne.

Kolejne powoli się realizuje. Świece na stałe zamieszkały w moim życiu. I tu codziennie jestem bliżej realizacji swojego marzenia. Co ciekawe już odbiłam się od stwierdzenia, że to bardzo trudne, że rzuciłam się z motyką na słońce, sporo w tym było argumentów przemawiających, że to pomysł którego nie powinnam realizować.  Usłyszałam to od bliskiej mi osoby. Wiem, że otrzymam od niej wsparcie kiedy będę robiła kolejne kroki do realizacji tego marzenia. Tylko moje niedowierzanie spowodowało, że wycofała się z uświadamiania mnie z zagrożeń tego pomysłu. Byłam w takim szoku, że przez chwilę nie wypowiedziałam słowa. Zawsze dostawałam od niej wsparcie a tu nagle usłyszałam, że powinnam się wycofać. W całej tej rozmowie pozytywne było to, że nie podałam się i udało mi się przekazać pozytywne strony dlaczego warto to zrealizować. Obie uznałyśmy że przeważają plusy.

Zapisałam się na kurs ziołolecznictwa. Cały ubiegły rok powtarzałam, że chce to zrobić. Dzisiaj, siódmego dnia roku zrealizowałam to i zapisałam się na kurs. Teraz chcę go ukończyć.

Mam też marzenia, które odkryłam, że włożyłam do pięknego pokoju i nawet ich nie wypowiadam. Jednak zaczęłam przynajmniej o nich myśleć. Może zacznę je przed sobą nazywać aż w końcu powiem o nich głośno.

W ubiegłym roku odkryłam, że mogę realizować drobne plany. Dlatego nie planuje kilkunastu punktów postanowień, z których zrealizuje może połowę. Tym razem mam marzenia. Jestem wytrwała i cierpliwa. Wiem, że jeśli coś nie jest do osiągnięcia od razu to należy zrobić mały krok w jego kierunku. Po kilku małych krokach okazuje się, że był wykonany duży aż któregoś dnia marzenie się spełnia.

Odkryłam, jak wiele mogę mieć czasu jeśli np wstanę 30 minut wcześniej niż zwykle albo jeśli zmienię niektóre nawyki w nowe. Ostatnio usłyszałam, że widać we mnie zmianę. W tym jak postrzegam świat ale i jak reaguję. To były pozytywne słowa. Budujące. Początek roku na slow motion uznaje za bardzo udany.

Komentarze