Blue Monday - kiedy świat zatacza koło.

Około rok temu na blogu pojawił się wpis dotyczący najbardziej depresyjnego dnia w roku. Kiedyś "ktoś" wyliczył taki dzień.  Rok temu starałam się znaleźć powody dla, których ten dzień wcale nie jest taki jak naukowcy każą nam myśleć...

A po roku? Przed Blue Monday jestem w zupełnie inny miejscu i gdyby nie fakt, że w wielu miejscach odbijam się od tej informacji to nie pamiętała bym, że to ten dzień 😂.
Raczej myślałam o tym, że ostatnio doszło mi obowiązków. Bo znowu przede mną cel do relacji, termin, który jest istotny i zaczynam czuć presję w pracy. Przecież zawsze to zadanie było wykonane. I tym razem ego podpowiada żeby pokazać wysoki poziom. Plus jest taki, że potrafię dostrzec skąd pochodzi ten głos w głowie. W związku z tym joga i medytacja są mi bardzo potrzebne o utrzymania równowagi. Oddech stał się przyjacielem. Tym razem nie szukam wyjaśnienia swojego samopoczucia w wyliczeniach(zachodzę w głowę ile osób uwierzy, że musi w tym dniu czuć się słabiej) tylko w tym jak podejdę do tematów. Czy jak do problemów przekraczających moje możliwości, jak do zadania, które muszę wykonać perfekcyjnie (obym zachowała rozsądek) czy jak do sytuacji do rozwiązania.  Wieczorna medytacja uspokoiła myśli i emocje. Wiem, że należę do osób wrażliwych i potrafię pozwolić sobie na przeżywanie swoich emocji, jak również mam prawo do szukania rozwiązań na to żeby mnie nie przytłaczały. Dlatego tak bardzo inaczej podchodzę do tego dnia. Wręcz czuję dziecięcą radość bo dla mnie to dzień kiedy rozpoczną się warsztaty. Znowu zrobię coś dla siebie. Będzie mi potrzebny brystol, kredki(nie potrafię rysować), farby, kolorowe gazety, klej. To brzmi kolorowo, barwnie. To zapowiedź nie tylko nazywania marzeń ale i ich wizualizacji.  Czekam na najbliższy poniedziałek. Tyle się wtedy będzie działo...

I tak około rok temu zaczęła się moja zmiana, która trwa. Uśmiecham się bo czuje się jakbym miała jakiś pakiet ochronny przed wyliczonym dniem depresji. Wręcz to dzień kiedy tak naprawdę zaczęły się porządki w moim życiu, w moim postrzeganiu, ba w tym, że zauważam, na blogu, w sposobie myślenia. Okazuje się, że ubiegłoroczny Blue Monday był moim szczęśliwym dniem.

To jak dajemy się zwariować czy przyglądamy się z zaciekawieniem światu?

Komentarze