Święta, święta! Co to były za święta!

Święta Bożego Narodzenia to czas miłości, obecności, bliskości, spotkań, rozmów, śmiechu i zabawy. To czy faktycznie tak będzie zależy głównie od nas samych....


Choinka.. 



                                          



 Jak w ubiegłym roku tak i w tym są aż trzy choinki. Powodują, że wszystko nabiera świątecznego kształtu.
Przy wejściu jest tylko przybrana w światło, taki drobiazg, który powoduje, że człowiek się uśmiecha.
W ogródku przybrana jest nie tylko w światło ale i w karmę dla dzikich ptaków. Stołówka zaczęła działać. Ależ było tłoczno. Gałązki się cudownie uginały pod ciężarem skrzydlatych gości. Teraz już przez długi czas będzie i gwarno i tłoczno.
Ta w domu jest pełna nietłukących ozdób. Jest tak bardzo inna niż dotychczasowe. Mam piękne szklane bombki. Z mrożonego szkła. W tym roku nie zawisły. Kiedy w domu pojawiła się Freya jasnym stało się, że choinka będzie ich pozbawiona. Wizyta Afery utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Owoce suszyłam już od początku grudnia. Na sznurku bawełnianym zostały przyklejone suszone kwiaty. W przeciwieństwie do mojej kochanej siostry ja lubię kokardki. Co prawda głównie na choince dlatego jest ich cała masa. Nie mogło się obyć bez cukierków. Nawet jeśli są niezdrowe to najlepiej smakują właśnie te z choinki. Choinkę ubieraliśmy wspólnie i to chyba moje ulubione wspomnienie tych świąt. Każdy miał swoje zadanie. Najgorsze było to związane z przeplataniem sznurka przez owoce i wiązanie cukierków. Dorota przypomniała sobie dlaczego w dzieciństwie właśnie tego etapu unikała najbardziej. Było sporo śmiechu. Głównym dekoratorem był oczywiście Nikoś. Przy okazji zamiast na choinkę kilka suszonych jabłek trafiło do jego brzuszka. O to chodziło, żeby było przy tym smacznie. Choinka została ubrana nie tyle w ozdoby ile w miłość. Jest najpiękniejsza ze wszystkich jakie do tej pory były w naszej rodzinie 😍🎄

Po wykonanej pracy mieliśmy chwilę na partyjkę w chińczyka. To było spore wyzwanie dla czterolatka.

Każdy z nas ubiera choinkę pod swój gust. Czasem chcemy żeby wyglądała jak z pięknego katalogu. Innym razem żeby pasowała do zdjęcia na Instagram czy Facebook. A nam chodziło o to żeby była w pełni nasza. Jak to określiła moja siostra, choinka w naszym wykonaniu przypomina tradycyjne drzewko świąteczne  z lat kiedy o ozdoby było ciężko ale jest piękna bo nasza.
Oczywiście Afera jak tylko zobaczył, że stoi taki cudowny drapak od razu wspiął się na drzewko. Mimo, że dotąd Freya nie wykazywała zainteresowania choinką to i ona postanowiła się wspinać. Z tą różnicą, że weszła niemal na sam czubek. Tym sposobem i koty miały swój udział w wyglądzie naszego drzewka. Kilka ozdób zmieniło lokalizację. Inne okazały się świetną zabawką i już na choince nie wiszą. Nie ma to znaczenia bo wszyscy domownicy mieli swój udział. Każdy był ważny, unikalny i jedyny w swoim rodzaju. To było cudowne spędzanie czasu razem. Z żartami, rozmowami, z głośnym śmiechem.

Potrawy

Miałyśmy co robić. Bo okazało się, że szewc bez butów chodzi. W tym roku zrobiłam wiele pierogów ale trafiły one nie tylko na nasz stół. Jak się okazało musiałyśmy robić je na dzień przed Wigilią. We dwie zrobiłyśmy to bardzo szybko. Moja kuchnia jest dla mnie wygodna jednak dość mała jak na dwie osoby pracujące w niej. Kiedy podzieliłyśmy się obowiązkami znalazło się i miejsce. Tym sposobem powstawała potrawa za potrawą. Nikoś przyglądał się nam i pytał dlaczego tyle szykujemy, co to za wielka impreza nas miała czekać. Przyjemnością było odpowiadanie mu na pytania. 
Było też wesoło. Późnym wieczorem moja siostra robiła murzynka. Na marginesie to jej mistrzowskie ciasto. Nie znam nikogo kto robił by to ciasto lepiej od niej. Jest tak pyszne, że ciężko mu się oprzeć i wchłania się kawałek po kawałku. 
Co nie zmienia faktu, że żeby je zrobić należy wykonać kilka czynności. Jedną z nich jest ubijanie białek. Tylko kiedy wskazówki zegara pokazują godzinę 22 ciężko używać miksera. W tym przypadku pozostało użyć tradycyjnej metody. Nie było to łatwe. Miałam nawet pomysł, że może by tak na krótką chwilę wyjść na taras i tam ubić białka. Siostra jednak nie chciała się na to zgodzić. Doszła do wniosku, że aż tak szalona nie jest. Śmiałyśmy się tak bardzo, że niemal opadły już ubite białka. Na całe szczęście udało nam się. Ciasto wylądowało w piekarniku, kiedy się upiekło mogłyśmy iść spać.


Wczesnym rankiem to ja zabrałam się za moje popisowe ciasto. Sernik. Jestem bardzo z niego dumna bo wyszło jak nigdy wcześniej. Nikoś stwierdził, że świetnie nadaje się na tort. 


Powstawały kolejne potrawy i nagle odkryłyśmy, że skończyłyśmy. Nie pamiętam żebyśmy miały kiedyś tyle czasu żeby przed kolacją móc malować pazknocie, pić kawę i oglądać bajkę z dzieckiem.  Okazało się, że bez pośpiechu, bez nerwów można spokojnie wszystko wykonać. Wspominałyśmy przygotowania u naszych dziadków. Co Wigilię była nerwowa atmosfera bo ktoś kogoś przestawiał, bo trzeba było zdążyć na czas, bo to i tamto. Rok w rok przed kolacja ktoś dostawał burę, babcia z dziadkiem się sprzeczali. A my bez pośpiechu miałyśmy wszystko gotowe. W między czasie  grałyśmy z dzieckiem w chińczyka, śpiewałyśmy kolędy i piosenki świąteczne, tańczyłyśmy z dzieckiem. To było świętowanie na każdym etapie.

A po kolacji? 
Skoro dziecko chciało my nie widziałam problemu. Graliśmy nadal w chińczyka. To nasza nowa tradycja. Wspólne gry. Były też zdjęcia żeby uwiecznić nasze chwile. 
Kociaki się zaprzyjaźniły i ganiały po całym domu. Był wieczorny spacer. Było spokojnie,rodzinnie i wesoło.  
                   

Moje ulubione zdjęcie tych świąt ☺️



 







Prezenty

Ze względu na to, że Nikoś od początku kojarzy, że Mikołaj przynosi w nocy prezenty nie zmieniałyśmy tego. Przywiózł ze sobą pierniki, które piekł razem z mamą. To były jego ciastka dla Mikołaja. Zostawiliśmy szklankę mleka, ciastka a dziecko poszło grzecznie spać. 
Za to my musiałyśmy przepakować jeszcze dwie paczki. Koty oczywiście starały się nam w tym pomóc. Wypiłyśmy mleko, nadgryzienie ciastek było problematyczne. Bo ciężko było zostawić ślad zębów. Pierniki były tak miękkie, że rozpływały się w ustach. Zostawiłyśmy paczki pod choinką i poszłyśmy spać. 
Za to rano bardzo dokładnie usłyszałyśmy, że był Mikołaj. Radość z jaką wykrzyczał te słowa jest nie do opisania. Poza tym stwierdzam, że to bardzo wygodne dla rodziców kiedy dziecko otwiera prezenty dopiero rano, kiedy tajemnica dostarczenia paczek pozostaje nieodkryta. Było wszystko co dziecko chciało. Każdy dostał coś osobistego. 

Ciekawa okazała się kolejka. Postanowiliśmy złożyć tory. Nie było to proste. Ale uznajemy, że nam się udało. Potem była chwila grozy. Bo ona miała być elektryczna, baterie miały być wkładane do lokomotywy ale nie było na nie miejsca. Byłam już gotowa składać reklamację kiedy... Znalazłyśmy lokomotywę nr 2. Skoro to pendolino to miało dwie lokomotywy. W tej drugiej było miejsce na baterie. Uff co za ulga. Prezent był kompletny. Dziecko bawiło się kolejka, podeszło z włączoną lokomotywa do swojej cioci i... Pozbyłam się kosmyka włosów. Był tak skuteczny, że przy samym czubku głowy musiałam mieć odciętą lokomotywę wraz z moimi włosami. Na całe szczęście nie widać a w przyszłości jakoś sobie poradzę z odrastającymi włosami.

Miło było zobaczyć łezkę w oku siostry, kiedy otwierała swoje paczki. Wszystko było spersonalizowane. Bo dostała cudowną książę z dedykacją od Basi Grzymkowskiej-Blok ,kalendarz z naszymi wspólnymi zdjęciami i kubek od Podarunek z napisem "siostra to przyjaciółka z wyboru". Tym razem doskonale przemyślałam podarunki. Widząc jej łzy i uśmiech wiem, że dokonałam dobrych wyborów . 
Skoro zabrała książkę do pracy to wiem, że szybko ją przeczyta. 

Były łyżworolki, kask i ochraniacze. Co spowodowało, że pół dnia chodził w całym tym sprzęcie. 

Oczywiście musieliśmy wypróbować nowy sprzęt dlatego też pojechaliśmy na lodowisko. Dziecko było zachwycone tym pomysłem. Weszliśmy na lód. Postawił obie nogi na tafli i... Od razu na niej siedział. Byłam przekonana, że to będzie koniec przygody z lodem jednak nie. Robiliśmy dwa kółka a później nawet trzecie. Okazało się, że jest bardzo zdeterminowany. Widział mężczyznę, który szybko jeździł i on zapragnął nauczyć się właśnie po to żeby móc jeździć szybko i bez pomocy.
W ramach nagrody za odwagę pojechaliśmy na poznański rynek podziwiać jak pięknie jest ubrany. To był długi i cudowny dzień.

Po powrocie był czas na wspólne oglądanie bajek, na leżenie pod choinka, na śmiech i rozmowy. 
Wieczorem razem z siostrą doszłyśmy do wniosku, że to nasze najlepsze święta do tej pory. Cudownie spokojne, pełne śmiechu, miłości, poczucia wolności. Stwierdziłyśmy, że warto to powtarzać w kolejne święta... 

Dzisiaj musieli już jechać do domu. Jednak wiem, że kolejka została rozłożona. 
Zabawa trwa. Sprzęt do jeżdżenia został u mnie bo? Bo już za kilka dni ten mały łobuz przyjedzie na kilka dni i będziemy jeździć na lodowisko. A przy okazji może uda mi się znaleźć hamulec od rolek. Chwila ciszy spowodowała, że odkręcił hamulec i gdzieś go schował lecz od wczoraj nie możemy go znaleźć...

O takich światach marzyłam. O wspólnym byciu. Dzieciątko Jezus wskazuje nam, że mamy się zatrzymać. Dostrzec drobiazgi. Ono jest powodem, dla którego świętujemy. Mamy czas żeby się nie spieszyć. Bycie z najbliższymi to największe szczęście. Nie potrzeba do tego choinki jak z katalogu, uśmiechu na Instagram, zastawy godnej królowej. Potrzeba do tego obecności, miłości, śmiechu i odnalezienia dziecka w sobie. Cieszmy się wspólnym byciem tu i teraz. Ja od początku grudnia czekałam na te święta i uważam, że były cudowne, niepowtarzalne. Oczywiście, że ktoś mógłby powiedzieć, że mogło by być bardziej idealnie. Tylko nie o to chodzi. To czy będzie idealnie zależy od naszego nastawienia. Ja nie szukam minusów. Widzę same plusy. 
Teraz kiedy piszę ten post, siedząc pod choinką w moich cudownych ciepłych skarpetach wiem, że za chwilę pochłonie mnie nowa lektura. Poczuje zapach rozmarynu i będę delektowała się chwilą. 

Miłość ma wiele oblicz. W te święta doświadczyłam jej namacalnie. Teraz nie tylko wolność ma dla mnie swój obraz. Miłość to właśnie choinka, która ubieraliśmy wspólnie... 


Komentarze