Zostało mi jeszcze kilka punktów do podsumowania. Jak faktycznie wyglądał ten rok a jak miał wyglądać...
Chciałam mieć czas dla przyjaciół. I tak, ten punkt zrealizowałam. Miałam czas na kawę na massenger. Kiedyś nie do pomyślenia, wspólna kawa, rozmowa mimo dzielącej odległości. 800 km przestało być barierą do rozmowy. Wystarczy krótka wiadomość "kawa?" i już wiadomo czy to w tej chwili czy później. Uwielbiam te nasze rozmowy. To, że utrzymuje stały kontakt z jedną z najbliższych mi osób. Możemy wspólnie szukać rozwiązania problemu czy celebrować dobre momenty. Każda z nas siedzi w swoim domu. Nie ma znaczenia czy w domu panuje super porządek, czy fryzura jest odpowiednia bo rozmawiamy w swojej bezpiecznej przestrzeni. Dzięki technologii wiem, że nie straciłam kontaktu, że nadal jesteśmy częścią swoich żyć. Jestem za to wdzięczna. Dziękuje za każdą kawę, za każde dobre słowo, za wiadomość, za uśmiech, za szczerość. Dziękuję za rozmowy i liczę, że w kolejnych latach nadal będziemy miały dla siebie czas.
Teraz jeszcze muszę się wybrać w podróż. To punkt do zrealizowania już w nowym roku.
Jestem wdzięczna za przyjaciela, który ma czas na przytulenie. W tym roku znaleźliśmy nasze miejsce. Mamy swoją kawiarnie. W jednym z centr handlowych jest kawiarnia z klimatem, wystrojem, który stał się nasz. Przez tak częste wypady stałam się lojalnym klientem tej kawiarni. Efekt uboczny 😉. Doceniam każda chwilę kiedy mogę słuchać o nowościach, o tym co w świecie piszczy. Co dzieje się w polityce czy poznańskim radiu 😉.
Jestem wdzięczna za czas z przyjaciółką, która zaprosiła mnie do swojego domu na Wielkanoc. Za to, że mogłam poznać jej rodziców. Za to, że zawsze wie co powiedzieć. Dzięki, której śmiałam się tak wiele razy. Bycie częścią jej życia jest przygodą. Kiedyś przeczytałam znaczenie swojego imienia. Osoba, która to pisała stwierdziła, że życie za mną jest jak spacer po linie nad przepaścią albo mieszkanie przy elektrowni jądrowej. To w przypadku połączenia z energią właśnie tej przyjaciółki jest zgodne z prawdą. Dodaje mi energii swoją obecnością w moim życiu. Dla niej też miałam czas.
Chciałabym żeby posiadanie czasu nie musiało być na liście moich planów. Chciałabym żeby było to czymś zupełnie naturalnym. Dzisiaj cieszę się, że zrealizowałam to postanowienie.
Do zrealizowanych punktów dodam czas dla siebie. Tak mam czas na jogę, na medytację, na czytanie, pisanie, spacery. Nagle nie jest to wyczynem ponad siły.
Joga zagościła na stałe. Moje pierwsze spotkanie z nią było taką dawką energii, że nie wiem jak żyłam bez niej. Nawet nie pamiętam uczucia bez jogi w moim życiu.
Zaczęłam czytać, szukać odpowiedzi. Zmieniło się moje podstawowe żywienie. Tak po prostu. Byłoby zabawnie zjeść coś ciężko strawnego i próbować wykonać asany.
Medytacja tak bardzo uspokaja. Pozwala odpocząć. Kilka razy próbowałam wytłumaczyć inny, że można dać odpoczynek umysłowi. Wciąż nie wierzą. Wszystko przez to, że nie spróbowali.
Dzięki temu dostrzegam świat, ludzi.
Wraz z joga i metudacją zamieszkały ze mną świece. Są moim podstawowym elementem rytuału dnia. Kiedy rozkładam mate zaspalam świece. Rozpoczynam i kończę dzień ze świecą. Medytacja oznacza również światło świecy. Któregoś dnia odkryłam, że palily się niemal cały dzień.
Dzięki temu wszystkiemu zaczęłam słyszeć dźwięki, dostrzegać smaki. Widzę więcej, czuję i mam wrażenie że budzę się do życia. Mogę śmiało stwierdzić, że zrealizowałam punkt związany posiadaniem czasu dla siebie.
Czas wiąże się też z ilością przeczytanych książek. Nie zrealizowany plan. Przeczytałam 30 książek. Może w kolejnym przeczytam 52. Jednak i tak jestem dumna, że książki są stałym elementem mojego życia. Jak bardzo się zmieniło to co czytałam do tej pory. Wcześniej uciekałam w fantasy. Szukałam świata nie rzeczywistego. Wciąż lubię historie gdzie magia łączy się z technologią. Jednak nie jest to jedyna literatura jaką czytam. Pojawiły się książki budzące mnie do życia. Zdecydowanie jedną z nich jest (już wiele razy tu wspomniana) Zdrowa nadzieja. Czytałam ją nie raz w tym roku😉 jednak mimo wielokrotnego przeczytania liczę ją jako jedną pozycję na liście. Już wiem komu ją w przyszłości sprezentuję.
Czytając, niektóre pozycje zapragnełam wrócić do Hemingway. Dom nad Sekwaną. Jedna z moich ulubionych pozycji tego autora. Lubię jego dzieła. Są takie namacalne. Chyba właśnie dlatego tak bardzo mi odpowiadają.
Dzisiaj na dwa dni przed końcem roku mam jeszcze kilka, które przejdą na poczet nowego roku. Wiem też jakie pojawią się w mojej biblioteczce. Dla mnie książka jest cenna. Mogę do niej wrócić. Czytając czuję jej ciężar, zapach, strukturę papieru.
Chciałam nauczyć się tańczyć tango. To okazało się problematyczne. Przede wszystkie ze względu na godziny w jakich odbywają się zajęcia. Pod koniec września znalazłam szkołę, w której godziny mi odpowiadały ale nie było to tango. Stwierdziłam, że nie ważne. Salsa też może być. Jednak wszechświat chciał inaczej. Lekcje zostały odwołane. Czyli jednak nie miała być to salsa. Mając z tyłu głowy tango, znalazłam kurs i mimo, że nie w szkole tańca a w zaciszu domowym, to uczę się podstawowych kroków. Co nie zmienia faktu, że tango jest do zrealizowania. Zdecydowanie w nowym roku nie odpuszczę. Nie miała być to salsa więc jestem w pełni przekonana, że tango stanie się rzeczywistością. Tak ułoży się życie, że będę uczystniczyła w profesjonalnym kursie.
Była nowa płyta Zaz i Selah Sue. Okazało się to trudne. Jakby na półkach sklepowych te płyty tak szybko znikały albo jakby było ich tak mało. Owszem mogłam zamówić płytę ale to akurat chciałam kupić stacjonarne. Widzieć, może odsłuchać kawałek. Tak się złożyło, że na koniec roku kolejna płyta Zaz jest już ze mną. Trafiła już do auta. Kiedy jadę w dalszą podróż nie zawsze chce słuchać radia, tych wszystkich reklam i kolejnych wiadomości. Dlatego prowadząc samochód Zaz jest ze mną w podróży. Teraz będzie nie jedna a dwie jej płyty. Nie wiem na czym polega fenomen ale uwielbiam francuskie wokalistki. Całkowicie podświadomie wybieram je kiedy tylko szukam jakiegoś wesołego czy spokojnego utworu...
Odkryłam czego nie zapisałam na liście planów na rok 2019 a powinno być jego podstawą. To czas. Jak bardzo musiało mi go brakować w roku 2018. Patrzę na niego szerzej. Staram się inaczej go organizować. Odpoczywam czynnie ale nie widzę niczego złego w odpoczynku na leniwca. Czas stał się bardziej przyjacielski w tym trudnym 2019 roku.
Jak widać cześć punktów zrealizowałam część nie. W nowym roku będą kolejne cele. Liczę na to, że udział w kursie tworzenia mapy marzeń pomoże mi w ich realizacji. Czekam na niego z niecierpliwością.
Dzisiaj jestem wdzięczna za ten rok. Cieszę się, że tak wiele się w nim wydarzyło. Dziękuję za każdą relację. Za każdą osobę, która swoją obecnością wpłynęła na to gdzie jestem. Jestem wdzięczna bo dzięki temu codziennie odnajduje siebie, odnajduje siły na realizację marzeń. Dziękuję za słowa, uśmiechy, gesty, obecność.
💞
Chciałam mieć czas dla przyjaciół. I tak, ten punkt zrealizowałam. Miałam czas na kawę na massenger. Kiedyś nie do pomyślenia, wspólna kawa, rozmowa mimo dzielącej odległości. 800 km przestało być barierą do rozmowy. Wystarczy krótka wiadomość "kawa?" i już wiadomo czy to w tej chwili czy później. Uwielbiam te nasze rozmowy. To, że utrzymuje stały kontakt z jedną z najbliższych mi osób. Możemy wspólnie szukać rozwiązania problemu czy celebrować dobre momenty. Każda z nas siedzi w swoim domu. Nie ma znaczenia czy w domu panuje super porządek, czy fryzura jest odpowiednia bo rozmawiamy w swojej bezpiecznej przestrzeni. Dzięki technologii wiem, że nie straciłam kontaktu, że nadal jesteśmy częścią swoich żyć. Jestem za to wdzięczna. Dziękuje za każdą kawę, za każde dobre słowo, za wiadomość, za uśmiech, za szczerość. Dziękuję za rozmowy i liczę, że w kolejnych latach nadal będziemy miały dla siebie czas.
Teraz jeszcze muszę się wybrać w podróż. To punkt do zrealizowania już w nowym roku.
Jestem wdzięczna za przyjaciela, który ma czas na przytulenie. W tym roku znaleźliśmy nasze miejsce. Mamy swoją kawiarnie. W jednym z centr handlowych jest kawiarnia z klimatem, wystrojem, który stał się nasz. Przez tak częste wypady stałam się lojalnym klientem tej kawiarni. Efekt uboczny 😉. Doceniam każda chwilę kiedy mogę słuchać o nowościach, o tym co w świecie piszczy. Co dzieje się w polityce czy poznańskim radiu 😉.
Jestem wdzięczna za czas z przyjaciółką, która zaprosiła mnie do swojego domu na Wielkanoc. Za to, że mogłam poznać jej rodziców. Za to, że zawsze wie co powiedzieć. Dzięki, której śmiałam się tak wiele razy. Bycie częścią jej życia jest przygodą. Kiedyś przeczytałam znaczenie swojego imienia. Osoba, która to pisała stwierdziła, że życie za mną jest jak spacer po linie nad przepaścią albo mieszkanie przy elektrowni jądrowej. To w przypadku połączenia z energią właśnie tej przyjaciółki jest zgodne z prawdą. Dodaje mi energii swoją obecnością w moim życiu. Dla niej też miałam czas.
Chciałabym żeby posiadanie czasu nie musiało być na liście moich planów. Chciałabym żeby było to czymś zupełnie naturalnym. Dzisiaj cieszę się, że zrealizowałam to postanowienie.
Do zrealizowanych punktów dodam czas dla siebie. Tak mam czas na jogę, na medytację, na czytanie, pisanie, spacery. Nagle nie jest to wyczynem ponad siły.
Joga zagościła na stałe. Moje pierwsze spotkanie z nią było taką dawką energii, że nie wiem jak żyłam bez niej. Nawet nie pamiętam uczucia bez jogi w moim życiu.
Zaczęłam czytać, szukać odpowiedzi. Zmieniło się moje podstawowe żywienie. Tak po prostu. Byłoby zabawnie zjeść coś ciężko strawnego i próbować wykonać asany.
Medytacja tak bardzo uspokaja. Pozwala odpocząć. Kilka razy próbowałam wytłumaczyć inny, że można dać odpoczynek umysłowi. Wciąż nie wierzą. Wszystko przez to, że nie spróbowali.
Dzięki temu dostrzegam świat, ludzi.
Wraz z joga i metudacją zamieszkały ze mną świece. Są moim podstawowym elementem rytuału dnia. Kiedy rozkładam mate zaspalam świece. Rozpoczynam i kończę dzień ze świecą. Medytacja oznacza również światło świecy. Któregoś dnia odkryłam, że palily się niemal cały dzień.
Dzięki temu wszystkiemu zaczęłam słyszeć dźwięki, dostrzegać smaki. Widzę więcej, czuję i mam wrażenie że budzę się do życia. Mogę śmiało stwierdzić, że zrealizowałam punkt związany posiadaniem czasu dla siebie.
Czas wiąże się też z ilością przeczytanych książek. Nie zrealizowany plan. Przeczytałam 30 książek. Może w kolejnym przeczytam 52. Jednak i tak jestem dumna, że książki są stałym elementem mojego życia. Jak bardzo się zmieniło to co czytałam do tej pory. Wcześniej uciekałam w fantasy. Szukałam świata nie rzeczywistego. Wciąż lubię historie gdzie magia łączy się z technologią. Jednak nie jest to jedyna literatura jaką czytam. Pojawiły się książki budzące mnie do życia. Zdecydowanie jedną z nich jest (już wiele razy tu wspomniana) Zdrowa nadzieja. Czytałam ją nie raz w tym roku😉 jednak mimo wielokrotnego przeczytania liczę ją jako jedną pozycję na liście. Już wiem komu ją w przyszłości sprezentuję.
Czytając, niektóre pozycje zapragnełam wrócić do Hemingway. Dom nad Sekwaną. Jedna z moich ulubionych pozycji tego autora. Lubię jego dzieła. Są takie namacalne. Chyba właśnie dlatego tak bardzo mi odpowiadają.
Dzisiaj na dwa dni przed końcem roku mam jeszcze kilka, które przejdą na poczet nowego roku. Wiem też jakie pojawią się w mojej biblioteczce. Dla mnie książka jest cenna. Mogę do niej wrócić. Czytając czuję jej ciężar, zapach, strukturę papieru.
Chciałam nauczyć się tańczyć tango. To okazało się problematyczne. Przede wszystkie ze względu na godziny w jakich odbywają się zajęcia. Pod koniec września znalazłam szkołę, w której godziny mi odpowiadały ale nie było to tango. Stwierdziłam, że nie ważne. Salsa też może być. Jednak wszechświat chciał inaczej. Lekcje zostały odwołane. Czyli jednak nie miała być to salsa. Mając z tyłu głowy tango, znalazłam kurs i mimo, że nie w szkole tańca a w zaciszu domowym, to uczę się podstawowych kroków. Co nie zmienia faktu, że tango jest do zrealizowania. Zdecydowanie w nowym roku nie odpuszczę. Nie miała być to salsa więc jestem w pełni przekonana, że tango stanie się rzeczywistością. Tak ułoży się życie, że będę uczystniczyła w profesjonalnym kursie.
Była nowa płyta Zaz i Selah Sue. Okazało się to trudne. Jakby na półkach sklepowych te płyty tak szybko znikały albo jakby było ich tak mało. Owszem mogłam zamówić płytę ale to akurat chciałam kupić stacjonarne. Widzieć, może odsłuchać kawałek. Tak się złożyło, że na koniec roku kolejna płyta Zaz jest już ze mną. Trafiła już do auta. Kiedy jadę w dalszą podróż nie zawsze chce słuchać radia, tych wszystkich reklam i kolejnych wiadomości. Dlatego prowadząc samochód Zaz jest ze mną w podróży. Teraz będzie nie jedna a dwie jej płyty. Nie wiem na czym polega fenomen ale uwielbiam francuskie wokalistki. Całkowicie podświadomie wybieram je kiedy tylko szukam jakiegoś wesołego czy spokojnego utworu...
Odkryłam czego nie zapisałam na liście planów na rok 2019 a powinno być jego podstawą. To czas. Jak bardzo musiało mi go brakować w roku 2018. Patrzę na niego szerzej. Staram się inaczej go organizować. Odpoczywam czynnie ale nie widzę niczego złego w odpoczynku na leniwca. Czas stał się bardziej przyjacielski w tym trudnym 2019 roku.
Jak widać cześć punktów zrealizowałam część nie. W nowym roku będą kolejne cele. Liczę na to, że udział w kursie tworzenia mapy marzeń pomoże mi w ich realizacji. Czekam na niego z niecierpliwością.
Dzisiaj jestem wdzięczna za ten rok. Cieszę się, że tak wiele się w nim wydarzyło. Dziękuję za każdą relację. Za każdą osobę, która swoją obecnością wpłynęła na to gdzie jestem. Jestem wdzięczna bo dzięki temu codziennie odnajduje siebie, odnajduje siły na realizację marzeń. Dziękuję za słowa, uśmiechy, gesty, obecność.
💞

Komentarze
Prześlij komentarz