Grudniowe plony

Dla mnie grudzień jest bardzo pracowity. Wiele w nim się dzieje. Mam wrażenie że jeszcze więcej się wydarzy. Zbieram swoje plony...
Wytrwałość i cierpliwość wydawały mi się moja mocna cechą. Każdego roku odkrywam swoje nowe granice.  Teraz jednak zaczynam odczuwać skutki swojej wytrwałości.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy mierzyłam się z wieloma wyzwaniami. Niektóre sama sobie wytyczyłam. Na początku wszystko wydawało się być niewykonalne, nieosiągalne i był strach. Bo jednak sporo się zmieniło. Miało być inaczej.
Miałam wejść na ścieżkę jogi. Zawsze mnie do tego ciągnęło. Miałam odkryć ile to daje spokoju.

Były tematy, które całkowicie odpuściłam. Mam jedno marzenie, które prawdopodobnie się nie spełni. A przynajmniej nie wtedy kiedy tak bardzo parłam żeby się spełniło. Odpuściłam i jestem spokojniejsza.

W pracy wydawało mi się, że nic się nie zmieni. Jednak czas pokazał, że odrobina cierpliwości i w dniu, w którym się tego nie spodziewałam dostałam wezwanie do szefa. Myśląc, że pewnie coś się stało i dostanę reprymendę usłyszałam jak bardzo jest zadowolony z mojej pracy. Jak bardzo mnie ceni. Tym sposobem kilka tygodni temu dostałam kolejny awans. Co ciekawe nie przesiadując w pracy po kilkanaście godzin a robiąc swoje. Tak jakby wszechświat czekał aż dojrzeje, nabiorę zdrowego dystansu. Zacznę mieć inną przestrzeń niż praca.

Zaczęłam interesować się zdrowym trybem życia i stopniowo wprowadzać je swoje życie. Przecież gdyby nie wytrwałość w budowaniu dobrych nawyków nie dałabym rady być w tym miejscu, w którym jestem.
Nie było łatwo zmienić przyzwyczajenia.
Teraz zbieram plony. Czuję się zdecydowanie lepiej. Mimo, że przecież co roku jestem starsza czuję się wygodnie w swoim ciele. Nie chodzi o to czy jestem chuda, gruba czy nie.  Chodzi o to, że zyskałam samoakceptacje.

Pisanie. Stało się moja pasją. Nie ważne czy ktoś się zgadza z tym co pisze na blogu. Nie ważne czy w dzienniku powtarzam podobne zdania. Dla mnie to ma znaczenie.  Ale i tu nie było kolorowo. Bo bardzo bałam się pokazać komukolwiek, że piszę. Bałam się krytyki i tego, że ktoś mnie wyśmieje. Blog zaczął się zmieniać zgodnie z tym jak ja się zmieniam. Stał się czymś więcej kiedy usłyszałam, że to co pisze ma sens. Spowodował też trochę zamieszania. Był moment kiedy bałam się pisać cokolwiek bo może ktoś doszukać się tam czegoś niestosownego. Ważyłam słowa. Tylko jaki miało to sens. Przez brak czyjegoś działania ja zaczęłam się bać. Zostałam podważona.  Nie w kwestii treści a w kwestii tego czy zasługuje na to, żeby pisać. I na całe szczęście wciąż robię swoje i pisze.

Moje świece. To co robię jest typowo dla mnie. Jednak kiedy podarowałam swoje świece i usłyszałam, że sprawiły komuś przyjemność poczułam ogromną radość. Nawet jedna z obdarowanych osób wróciła z prośbą o kolejne które chciała kupić. I to było ogromne zaskoczenie. Bo spróbowała i chciała jeszcze. Teraz coraz śmielej podchodzę do tematu wyrabiania ich dla szerszego grona. Poczyniłam kolejne kroki i tym sposobem za całkiem niedługo powstaną kolejne świece bardziej świąteczne. Może i tym razem do kogoś trafią...
Przy temacie świec pojawiły się głosy o warsztatach i zaczęłam już szukać odpowiedniego miejsca na takie zajęcia. Chciałabym urzeczywistnić to marzenie w 2020 roku. Stawiam kroki w kierunku samorealizacji.

Tych kroków w ostatnim czasie jest wiele. Coraz śmielej wychodzę z tym co potrafię do ludzi. Chcę się z nimi tym dzielić.  Skoro mam czas i chce to mogę robić też coś więcej. Przede mną kolejny krok jakim jest odrobina uwagi dla innych. Jak będzie? Okaże się w najbliższym czasie. Jutro przede mną kolejny ważny krok. Tym razem do innych.

Z ciekawością czekam na warsztaty tworzenia mapy marzeń. Tym razem wiem, że podejdę do tematu wyzwań bardziej świadomie. I cieszę się, że zdecydowałam się kolejny raz na udział w warsztatach Magdy. Co prawda wciąż nie skończyłam poprzedniego. Jest to celowe. Bo mogę zatrzymywać się dłużej na tym co potrzebuje większego przepracowania. Zszywam się i to co zostało rozerwane nabiera nowego kształtu. Tym razem szwy są trwalsze. A nawet jeśli puszczą to wiem, że nie jestem sama. Nie ma sytuacji bez wyjścia są tylko tematy do przepracowania.

Patrząc na to szerzej zyskałam więcej niż mogło mi się wydawać. Zyskałam drogę do poznania i pokochania siebie, drogę do odwagi i pojawiło się w moim życiu wielu cudownych ludzi. Odzyskuje siostrę. Widzę jak każdego dnia jest śmielszą, bardziej uśmiechnięta. Do tego stopnia że odzyskałam swoje skrzydła. Uczę się na nowo latać i czasem udaje mi się zabrać ją ze sobą. Czuję jak nabieram nowej życiowej energii.

Tak na marginesie to z Freya mamy nowe wyzwanie. Utrzymanie bieżnika na stole. Okaże się, która z nas jest bardziej wytrwała 😉

Komentarze