Zbliża się wielkimi krokami ostatni miesiąc roku. Powoli zaczynam patrzeć na to co się w nim wydarzyło. Jakie marzenia czy plany zrealizowałam. Wróciłam do postu, w którym opisałam postanowienia. Jednym z pierwszych były kontakty z mężczyznami. Właśnie do niego dzisiaj wracam.
Jeszcze na początku roku szukałam powodu, dla którego przyciągam mężczyzn, którzy mnie krzywdzą. Czułam się też mało wartościowa bo "w moim wieku" jestem sama bez perspektywy na rodzinę. Wręcz określałam swoją wartość przez pryzmat tego czy jestem w związku czy nie.
Później był moment kiedy wydawało się, że chyba moje życie jednak nie będzie w pojedynkę... Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Problem nie leży w tym czy zasłużyłam czy nie na miłość. Czy ktoś mnie pokocha czy nie. Chodzi o to, że sama nie akceptowałam siebie. Nie darzyłam siebie miłością. Skoro zaniedbałam najbliższą mi osobę to jak mogłam oczekiwać miłości innych?
Zanim jednak do tego doszłam sporo łez wylałam zastanawiając się jak mam się zmienić żeby los się do mnie uśmiechnął.
Już wtedy joga zagościła w moim życiu. Zaczęłam szukać i czytać...trafiłam w miejsca, o których już pisałam. Najpierw Agnieszka Maciąg i jej twórczość. Inspirująca, oczyszczająca. Trafiłam na kilka ciekawych artykułów. Zaczęłam przygodę z syropami. Dalej Magda Palmowska, jej zdrowa nadzieja, twórczość i wsparcie. Trafiłam też na Basię Grzymkowską. Na jej blogu również odkrywam na nowo smak i inspiracje życia. Wszystko zaczynało się jakoś układać. Coraz więcej czasu spędzałam ze sobą jak z najlepszym przyjacielem. Nie czując się źle w swoim towarzystwie. Przestało mi przeszkadzać, że moi sąsiedzi mają swoje drugie połówki a ja od nich odstaję. Odkryłam, że nie odstaję.
Ciekawym przeżyciem były warsztaty zielarskie, na które pojechałam na drugi koniec Wielkopolski. Warsztaty z harmonii utwierdziły mnie w przekonaniu, że weszłam na swoją ścieżkę. Wtedy okazało się, że to nic dziwnego, że robię coś co jest moją pasją. Nie jestem gorsza bo nie mam męża i dzieci.
Tym czasem jakby na złość los postanowił, że mężczyźni zaczną się mną interesować. Oczywiście, że to miłe. Tylko ja zaczęłam się zmieniać i postrzegać świat trochę inaczej. Nie przez pryzmat bycia w związku. Nie jest też tak, że nie zamierzam się już nigdy z nikim nie związać. Wiem tyle, że nim podejmę jakąś decyzję to moje serce musi powiedzieć, że jest ona dobra. Serce nie oznacza motyli w brzuchu. To tylko złudne zauroczenie, chwilowa ekscytacja. Postrzegam miłość trochę inaczej. Kochamy na wiele sposobów. Można kochać dziecko, matkę, siostrę, ojca czy brata. Można kochać i nigdy nie być z tą osobą w związku. Można kochać i być nieszczęśliwym. Wszystko można. Zaczęłam rozumieć, że jeśli posłucham siebie, poznam siebie i pokocham siebie to miłość nabierze nowego wymiaru. Bo już kocham na kilka sposobów. I myślę, że powoli mogę zacząć mówić, że i siebie zaczęłam kochać.
Myślałam, że bliżej końca roku będę miała kryzys. Jednak pewne moje marzenia nie zostały zrealizowane. Nie za wszelką cenę. Nie odbieram siebie jako gorszą. Najwyraźniej wszechświat ma inny plan. Uśmiecham się bo coś co było dla mnie ważne na początku roku przestało być obsesją. Zmieniły się moje wartości.
Jedną z nich jest miłość. Ta prawdziwa, bez przymusu, kontroli, zazdrości i bólu.
Wiem też, że moje kontakty z mężczyznami nie pojawią się na liście moich kolejnych postanowień. To spora zmiana, która zaszła we mnie dzięki cudownym kobietom, z którymi mogłam się spotkać bezpośrednio jak pośrednio przez ich twórczość. Jestem wdzięczna, że tego doświadczam.
Każda z nas jest wartościowa, piękna i cudowna. Jedyna i niepowtarzalna. Nasza wartość nie jest określana przez związek, status materialny, wykształcenie czy pochodzenie. Każda z nas ma wszystko to co potrzebuje. Czasem tylko tego nie zauważamy. A kochać siebie nie jest egoizmem. Dopiero wtedy odkrywamy jak kochać prawdziwie 💞
Jeszcze na początku roku szukałam powodu, dla którego przyciągam mężczyzn, którzy mnie krzywdzą. Czułam się też mało wartościowa bo "w moim wieku" jestem sama bez perspektywy na rodzinę. Wręcz określałam swoją wartość przez pryzmat tego czy jestem w związku czy nie.
Później był moment kiedy wydawało się, że chyba moje życie jednak nie będzie w pojedynkę... Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Problem nie leży w tym czy zasłużyłam czy nie na miłość. Czy ktoś mnie pokocha czy nie. Chodzi o to, że sama nie akceptowałam siebie. Nie darzyłam siebie miłością. Skoro zaniedbałam najbliższą mi osobę to jak mogłam oczekiwać miłości innych?
Zanim jednak do tego doszłam sporo łez wylałam zastanawiając się jak mam się zmienić żeby los się do mnie uśmiechnął.
Już wtedy joga zagościła w moim życiu. Zaczęłam szukać i czytać...trafiłam w miejsca, o których już pisałam. Najpierw Agnieszka Maciąg i jej twórczość. Inspirująca, oczyszczająca. Trafiłam na kilka ciekawych artykułów. Zaczęłam przygodę z syropami. Dalej Magda Palmowska, jej zdrowa nadzieja, twórczość i wsparcie. Trafiłam też na Basię Grzymkowską. Na jej blogu również odkrywam na nowo smak i inspiracje życia. Wszystko zaczynało się jakoś układać. Coraz więcej czasu spędzałam ze sobą jak z najlepszym przyjacielem. Nie czując się źle w swoim towarzystwie. Przestało mi przeszkadzać, że moi sąsiedzi mają swoje drugie połówki a ja od nich odstaję. Odkryłam, że nie odstaję.
Ciekawym przeżyciem były warsztaty zielarskie, na które pojechałam na drugi koniec Wielkopolski. Warsztaty z harmonii utwierdziły mnie w przekonaniu, że weszłam na swoją ścieżkę. Wtedy okazało się, że to nic dziwnego, że robię coś co jest moją pasją. Nie jestem gorsza bo nie mam męża i dzieci.
Tym czasem jakby na złość los postanowił, że mężczyźni zaczną się mną interesować. Oczywiście, że to miłe. Tylko ja zaczęłam się zmieniać i postrzegać świat trochę inaczej. Nie przez pryzmat bycia w związku. Nie jest też tak, że nie zamierzam się już nigdy z nikim nie związać. Wiem tyle, że nim podejmę jakąś decyzję to moje serce musi powiedzieć, że jest ona dobra. Serce nie oznacza motyli w brzuchu. To tylko złudne zauroczenie, chwilowa ekscytacja. Postrzegam miłość trochę inaczej. Kochamy na wiele sposobów. Można kochać dziecko, matkę, siostrę, ojca czy brata. Można kochać i nigdy nie być z tą osobą w związku. Można kochać i być nieszczęśliwym. Wszystko można. Zaczęłam rozumieć, że jeśli posłucham siebie, poznam siebie i pokocham siebie to miłość nabierze nowego wymiaru. Bo już kocham na kilka sposobów. I myślę, że powoli mogę zacząć mówić, że i siebie zaczęłam kochać.
Myślałam, że bliżej końca roku będę miała kryzys. Jednak pewne moje marzenia nie zostały zrealizowane. Nie za wszelką cenę. Nie odbieram siebie jako gorszą. Najwyraźniej wszechświat ma inny plan. Uśmiecham się bo coś co było dla mnie ważne na początku roku przestało być obsesją. Zmieniły się moje wartości.
Jedną z nich jest miłość. Ta prawdziwa, bez przymusu, kontroli, zazdrości i bólu.
Wiem też, że moje kontakty z mężczyznami nie pojawią się na liście moich kolejnych postanowień. To spora zmiana, która zaszła we mnie dzięki cudownym kobietom, z którymi mogłam się spotkać bezpośrednio jak pośrednio przez ich twórczość. Jestem wdzięczna, że tego doświadczam.
Każda z nas jest wartościowa, piękna i cudowna. Jedyna i niepowtarzalna. Nasza wartość nie jest określana przez związek, status materialny, wykształcenie czy pochodzenie. Każda z nas ma wszystko to co potrzebuje. Czasem tylko tego nie zauważamy. A kochać siebie nie jest egoizmem. Dopiero wtedy odkrywamy jak kochać prawdziwie 💞

Komentarze
Prześlij komentarz