Herbata na rozgrzanie


Ostatnio rozkoszuje się herbatami. Pogoda jest bardzo nieprzewidywalna i coraz częściej szukam czegoś co mnie rozgrzeje.
Padło na czarną herbatę.

Czarna herbata może nas pobudzić ale i rozgrzać. Jeśli dodamy do niej imbir już nabiera nowego smaku. Gdyby tak dodać jeszcze odrbione witaminy C w postaci suszonej żurawiny i grejpfruta wspomoże nas. Miód na odrobinę osłodzenia ale teraz jako naturalny antybiotyk. A na koniec rozmaryn. Bo kto z nas wie, że rozmaryn działa przeciwzapalnie a to przecież w tym okresie jest bardzo pomocne, ma też działanie antydepresyjne. Czyli kiedy brakuje nam energii i chęci do działania dodatek tego zioła jest bardzo pomocny.

Herbata staje się nie tylko napojem ale i czysta przyjemnością. Rozgrzewa. Na jesienne popołudnie czy wieczór jest idealnym dodatkiem do książki. Wtedy można się otulic nie tylko kocykiem ale i aromatyczna herbatą.
Wszystkie jej składniki nadają jej unikalny smak.
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie dokonywała modyfikacji. Np z dodatkiem pomarańczy również smakuje cudownie.

Jestem wdzięczna, że wciąż mogę cieszyć się rozmarynem z własnego ogródka.  Żurawine zebrałam w pobliskim lesie. A miód, cudowny i pełen aromatu pochodzi z sąsiedzkiej pasieki. Wciąż wracam do miejsca gdzie znajdują się ule. Nie mam możliwości posiadania własnego ula ale niezmiernie cieszy mnie widok tych z pobliskiego lasu.

Herbaty i napary są nie tylko przyjemnością kiedy się je spożywa ale również kiedy się je tworzy... Kiedy gotuje się woda do zaparzacza wsypuje listki herbaty. Czuć lekko gorzki zapach. Woda osiąga odpowiednią temperaturę. Zalewając herbate widzę jak w naczyniu rozchodzi się kolor. Przezroczysta woda nabiera barwy. Początkowo kolor jest intensywny tylko przy samym zaparzaczu. Chmura koloru nabiera prędkości. Po krótkiej chwili całe naczynie nabiera jednolitego koloru. W kuchni czuć zapach herbaty. Już jest przyjemny. Do szklanki wsypuję żurawinę. Biorę ją w palce i czuję, że jest miękka i lekko kleista. Mimo, że jest wysuszona. Ma słodki zapach. Kiedy jest już na dnie szklanki czas na korzeń imbiru. Odcinam kawałek. Nie ścieram go. Obieram delikatnie i układam na żurawinie. Ma ostry zapach. Wywołuje uczucie rozgrzania. Wiem, że za chwilę moje wnętrze ucieszy się na jego obecność w napoju. Czas na miód. Tylko jedna łyżkę. A może aż. Jest lejący i przyjemnie słodki. Rozlewa się po imbirze i żurawinie. Łączy ze sobą te składniki. Grejpfruta dokładnie myje. Następnie udcinam ćwiartkę. Tym razem czuję lekko kwaśno-gorzki zapach. Na koniec udcinam gałązkę rozmarynu. Zapach pozostaje na moich dłoniach. Układam ją na końcu. Wszystko zaczyna się mieszać. Dopiero teraz wlewam herbatę. I wiem, że zrobiłam dla siebie dwie rzeczy. Pierwszą jest medytacja przy jej tworzeniu. To moje bycie tu i teraz. Druga przyjemność z napoju. Mogę przytulić swoje wnętrze szklanką herbaty. Pierwszy łyk był wyczekiwany. Każdy kolejny to delektowanie się jej smakiem. Czuję odprężenie. Czuję się w pełni obecna w tym miejscu. Nic mnie nie rozprasza.
Niby zwykła czynność. A wystarczy wykonywać ja świadomie...

Komentarze