Dzień dobry 💞
Wciąż mogę cieszyć się leniwym porankiem. Trwa już ponad godzinę. Leniwie ale bardzo pożyteczne dla mojego ciała. Bo z matą i mantrą. Ra Ma Da Sa Sa Say So Hung. To chyba moja ulubiona mantra. Teraz odrobina kofeiny i dziennik...
Mata stała się częścią mnie. Na niej jestem sobą i ze sobą. Myśli ulatują i zostaje oddech. Po każdej praktyce skanuje ciało. Pozwalam mu się odprężyć. Pozwalam na to żeby ciepłe światło rozgrzało mnie i napełniło radością. Nabiera sił i spokoju.
Na własnej skórze przekonuje się o tym, że to dobra praktyka. Wcześniej widziałam świat ale nie dostrzegałam szczegółów. Widziałam kolory ale nie namacalnie. Teraz widzę szczegóły. Dostrzegam sikorki na ogródku, tańczące promienie słońca.
Kiedyś stawiałam opór swoim emocjom. Teraz uczę się ich. Uczę się bycia sobą. Mogę się czuć tak jak się czuje i to nie jest złe. Mogę nie być idealna. Nie muszę udowadniać światu, że się nadaje...
Gdzieś wcześniej wspomniałam, że jestem szefową działu. Jestem odpowiedzialna za kilkunastoosobowy zespół. Właściwie wszystkich sama rekrutowałam. Posiadają cechy, które cenie w ludziach. Są otwarci, kreatywni, z poczuciem humoru, każdy posiada inne umiejętności dzięki czemu świetnie siebie uzupełniają. Jestem z nich bardzo dumna. A pisząc te słowa odkryłam jak rzadko im to mówię. Zasługują na słowa pochwały. Bo wykonują świetna pracę. I przetrwali ze mną. Początek był bardzo trudny...
Kiedy zostałam szefową działu świat zwariował i ja też. Przesiadywałam w pracy po kilkanaście godzin. Bo przecież musiałam dotrzymać terminów. Musiałam wszystkiego sama dopilnować. A przecież miałam zastępcę, później nawet dwóch. Byłam bardzo zestresowana. Wychodziłam z pracy i zalewałam się łzami bo wydawało mi się, że nie potrafię podołać wyzwaniu. Stałam się bardzo dyrektywna. Każde niepowodzenie odbierałam jako osobistą porażkę. I trwało to dwa lata. Raz nawet załamałam się totalnie. Rozchorowałam się. Miałam wysoka gorączkę i nie mogłam wstać z łóżka. Tak działał brak odpuszczenia, wyciszenia i oddechu.
Odkąd praktykuje jogę, medytuje, słucham mantr, robię moje ukochane syropy i świece, czytam i szukam inspiracji znowu potrafię się śmiać. Nie przesiaduję w pracy więcej niż trzeba. Czasem muszę zostać dłużej ale to jest czasem nie zawsze. Mam czas na herbatę z przyjaciółmi, na warsztaty, na spacery.
A mój zespół... Myślę, że cieszą się, że jestem sobą. Choć byli bardzo zdziwieni jak przy nałożeniu dwóch ważnych projektów w niemal tym samym czasie powiedziałam, że no to najwyżej jeden wykonamy mniej dokładnie. Nie znaczy, że gorzej. To oznaczało, że brałam pod uwagę wykonanie tego inaczej. Zaskoczyłam ich na tyle, że patrzyli z niedowierzaniem.
Bo mimo, że jestem szefową działu to nie posiadam boskich zdolności i pewnych przeszkód nie przeskoczę. Przynajmniej nie sama. Bo z nimi mogę wszystko. Są cudownie jako zespół i niepowtarzalni osobno.
Dlatego przyjemnie jest mieć czas dla siebie... Jestem wdzięczna za to co mnie otacza i że mogę być tego częścią...
Pięknego dnia 💞


Komentarze
Prześlij komentarz